Niemal dokładnie rok temu mój redakcyjny kolega miał okazję testować możliwości poprzedniego niskobudżetowego modelu od Marvo – Niro 60W (z jego spostrzeżeniami możecie zapoznać się w tym miejscu). Dziś w moje ręce trafiła kolejna konstrukcja tego producenta, czyli Marvo Niro 50 Wireless. Oba urządzenia łączy nie tylko zbliżona, kompaktowa bryła, ale przede wszystkim serce układu w postaci sensora PixArt 3311. Jednak największym atutem nowości jest jej jeszcze bardziej przystępna cena, wynosząca zaledwie ~83 PLN.
Choć mamy do czynienia z produktem z najniższej półki cenowej, doświadczenie z poprzednimi modelami tej marki nauczyło mnie, że nie należy oceniać sprzętu wyłącznie przez pryzmat niewygórowanej ceny.
Czy niska cena idzie w parze z akceptowalną jakością, a „tanio i dobrze” znajduje tutaj swoje odzwierciedlenie w praktyce? Zapraszam Was do lektury, w której sprawdzę, jak Niro 50 Wireless radzi sobie w codziennym użytkowaniu i podczas intensywnych sesji gamingowych przed pecetem.

SZYBKI WERDYKT
Marvo Niro 50 to bez wątpienia jedna z najciekawszych propozycji w swojej klasie, oferująca zaskakująco wiele jak na urządzenie za około 80 zł. Połączenie solidnego sensora PixArt 3311, dopracowanej jakości wykonania oraz świetnych ślizgaczy z potrójnym trybem łączności tworzy pakiet, któremu trudno znaleźć godnego rywala w tym segmencie.
- Szukasz maksymalnej opłacalności – za ok. 80 zł dostajesz gryzonia z parametrami, które zazwyczaj kosztują dwa razy tyle.
- Szukasz klasycznego kształtu i niezłej ergonomii – mysz stawia na sprawdzoną, bezpieczną bryłę, która naturalnie leży w dłoni.
- Cenisz lekkość ruchu – nowe teflonowe ślizgacze i niewielka waga sprawiają, że mysz w końcu gładko śmiga po podkładce.
- Masz spore dłonie i trzymasz mysz palmgripem – konstrukcja jest raczej kompaktowa.
- Wymagasz "czegoś więcej" – pomimo tych wszystkich zalet musisz mieć świadomość, że to wciąż myszka budżetowa; nie oczekuj cudów w kwestii finezji wykończenia znanej z flagowców.
Specyfikacja
| Komunikacja | USB, BT, 2.4 GHz |
| Wymiary | 120 x 60 x 39 [mm] |
| Waga | 63 g |
| Kompatybilność | Mac OS, Windows |
| Sensor | Pixart PAW3311 |
| Maksymalna rozdzielczość | 12000 DPI |
| Liczba przycisków | 7 |
| Żywotność przycisków | 50 milionów kliknięć |
| Złącze | USB – C |
| Długość przewodu | 1.6 m |
| Cena (na moment publikacji recenzji) | 83 zł |
Pozostałe dane techniczne znajdziecie na stronie producenta.
Rozpaczkowanie
Urządzenie dociera do nas w pudełku o stylistyce charakterystycznej dla marki Marvo. Dominują tu barwy bieli i czerwieni, a front opakowania zdobi sporych rozmiarów render produktu. Wewnątrz, zabezpieczona prostym woreczkiem ochronnym, spoczywa sama mysz, osadzona w tekturowym stelażu (i to technicznie rzecz biorąc wszystko).

Jeśli chodzi o wyposażenie, producent postawił na niezbędne minimum. W zestawie, oprócz głównego bohatera recenzji, znajdziemy jedynie:
- Kabel USB-C do USB-A, służący do ładowania lub pracy przewodowej.
- Odbiornik radiowy (dongle) 2.4 GHz.
Trzeba przyznać, że pod względem dodatków Marvo Niro 50 wypada ascetycznie – próżno tu szukać zapasowych ślizgaczy, gripów czy choćby prostej instrukcji w formie papierowej. Technicznie rzecz biorąc, otrzymujemy wyłącznie elementy niezbędne do poprawnego działania sprzętu, co w tej kategorii cenowej jest jednak w pełni zrozumiałe.
Bliższe spojrzenie
Pod względem gabarytów Marvo Niro 50 Wireless zalicza się do grona mniejszych konstrukcji. Jego wymiary to odpowiednio 120 mm długości, 60 mm szerokości oraz 39 mm wysokości. Warto jednak przyjrzeć się bliżej samej bryle urządzenia, która prezentuje się niezwykle klasycznie. Jest ona niemal całkowicie symetryczna i pozbawiona agresywnych wyprofilowań pod konkretną dłoń. Taki rozmiar i kształt sprawiają, że urządzenie idealnie odnajduje się w dłoniach osób preferujących chwyty typu claw grip oraz fingertip grip. Jeśli jednak dysponujecie większymi dłońmi i Waszym naturalnym wyborem jest pełny palm grip, muszę być szczery – może być o to trudno. Niestety, ze względu na swoje wymiary, myszka okazuje się po prostu zbyt krótka, by zagwarantować stabilne i pełne podparcie całej dłoni przy tego typu chwycie.
Kompaktowe wymiary niosą ze sobą jeszcze jedną istotną zaletę – niską wagę. Mysz waży niezłe 63 gramy, co stawia ją w segmencie lekkich gryzoni i znacząco poprawia komfort podczas szybkich ruchów w grach FPS.
Jeśli chodzi o samą jakość wykonania, mamy do czynienia z bardzo pozytywnym zaskoczeniem, zwłaszcza biorąc pod uwagę budżetowy rodowód sprzętu. Zastosowane tworzywo sztuczne nie sprawia wrażenia tandetnego, a jego powierzchnia ma przyjemną strukturę, która nie kolekcjonuje odcisków palców tak intensywnie, jak ma to miejsce w przypadku całkowicie gładkich plastików. Cała konstrukcja jest przy tym niezwykle zwarta i sztywna – nawet przy mocniejszym uścisku obudowa nie trzeszczy ani nie ugina się w stopniu, który mógłby budzić niepokój o trwałość urządzenia. Wszystkie elementy zostały ze sobą solidnie spasowane, dzięki czemu Marvo Niro 50 Wireless sprawia wrażenie produktu znacznie droższego, niż sugerowałaby to jego cena na etykiecie.
Przyciski i spód myszki
W Niro 50 Wireless producent postawił na konstrukcję z odseparowanymi łopatkami przycisków głównych. Taki zabieg konstrukcyjny to spory plus – nie tylko poprawia responsywność, ale też niweluje niepożądane naprężenia plastiku. Pod palcami pracują przełączniki Huano Blue Shell Blue Dot. Ich żywotność określona jest na 50 milionów kliknięć, a sama charakterystyka pracy jest bardzo przyzwoita – oferują wyraźny, przyjemny i mechaniczny klik. Jedynym drobnym mankamentem, jaki odnotowałem podczas testów, jest delikatny pre-travel – skok przycisków przed faktyczną aktywacją jest wyczuwalny, choć przy tej cenie trudno uznać to za poważną wadę.
Panel boczny skrywa dwa dodatkowe przyciski, które zlokalizowano wyłącznie po lewej stronie. Choć obudowa jest symetryczna, takie rozmieszczenie jasno wskazuje na przeznaczenie sprzętu dla osób praworęcznych. Ich klik jest zaskakująco kulturalny – pracują płynnie i znacznie ciszej niż główne łopatki.

Na spodzie, poza samym sensorem, znajdziemy przełącznik trybów pracy, diody informujące o połączeniu oraz przycisk do zmiany DPI. Producent dorzucił też miejsce na dongla USB 2.4G, co zawsze się chwali, bo trudniej go zgubić. Największa zmiana na plus to jednak teflonowe ślizgacze. W porównaniu do poprzednika jest niebo a ziemia – Niro 50 w końcu gładko śmiga po podkładce. Nie ma już tego denerwującego uczucia, jakby myszka pracowała za karę i stawiała opór przy każdym ruchu.
Sensor i testy syntetyczne
Wewnątrz Marvo Niro 50 siedzi PixArt PAW 3311 i, krótko mówiąc, to najlepsze, co mogło spotkać tę myszkę w tej cenie. To solidna jednostka, która oferuje precyzję i responsywność w zupełności wystarczającą do dynamicznego e-sportu.
Wyniki w testach? Jest po prostu bezproblemowo. Nie ma sensu porównywać go do topowych sensorów za kilkaset złotych, bo to inna liga, ale dla zwykłego gracza (i nie tylko) PAW 3311 będzie po prostu okej. Robi swoją robotę, nie gubi się i nie cierpi na uciążliwy jitter, czyli drgania kursora, które często dyskwalifikują tanie myszki, co przy cenie około 80 zł jest sukcesem samym w sobie.
Oprogramowanie
Oprogramowanie to wciąż ten sam, nieco archaiczny i do bólu prosty soft, do którego Marvo nas zdążyło przyzwyczaić. Interfejs składa się z czterech głównych zakładek oraz sekcji ustawień – wizualnie trąci myszką, ale spełnia swoje zadanie.

Z poziomu aplikacji możemy błyskawicznie zmienić wartości DPI, częstotliwość raportowania czy kierunek przewijania rolki. Dla odrobinę bardziej wymagających przygotowano sekcję do tworzenia makr, bindowania przycisków oraz konfiguracji debounce time, co jest miłym dodatkiem w tej cenie. Poza tym znajdziemy tam kilka innych, mniej znaczących opcji. Krótko mówiąc – dostajemy wszystko, co niezbędne do personalizacji gryzonia, bez zbędnych wodotrysków.
Czas pracy na baterii i łączność
W kwestii zasilania mamy do czynienia z kolejnym solidnym ulepszeniem względem modelu Niro 60W. Akumulator urósł do 500 mAh, co realnie przekłada się na komfort użytkowania. Producent deklaruje wprawdzie czas pracy do 140 godzin, ale wiadomo, jak to bywa z papierowymi danymi. W moich testach myszka wytrzymała około 8 dni, przy intensywnym użytkowaniu rzędu 6–9 godzin dziennie. To wynik jak najbardziej bardzo przyzwoity, który sprawia, że o kablu nie trzeba myśleć zbyt często.

Jeśli chodzi o samą łączność, dostajemy klasyczny i niezawodny zestaw “trzy w jednym”. Możemy korzystać z połączenia przewodowego (USB-A), radiowego 2.4G (za pomocą dołączonego odbiornika) lub połączyć się przez Bluetooth.
Podsumowanie
Marvo Niro 50 Wireless to udana ewolucja, która pewnym krokiem wyprzedza swojego poprzednika. Producentowi udało się wyeliminować najbardziej irytujący mankament, czyli przeciętne ślizgacze, serwując nam produkt bardziej dopracowany i niezwykle opłacalny. Za kwotę nieco przekraczającą 80 zł otrzymujemy solidny sensor PixArt PAW 3311, satysfakcjonującą jakość spasowania elementów oraz uniwersalną, trójtrybową łączność. Szczerze mówiąc, przy tak niskim progu wejścia trudno doszukiwać się jakichkolwiek istotnych wad – to obecnie jedna z najciekawszych propozycji dla graczy szukających maksymalnej jakości przy minimalnym budżecie.

Składamy podziękowania marce Marvo za umożliwienie przeprowadzenia niezależnej recenzji poprzez udostępnienie sprzętu do testów.

Ocena
Marvo Niro 50 to wyjątkowo opłacalna propozycja, która w cenie około 80 zł posiada zaskakująco dużo zalet. Solidny sensor PixArt 3311, dobra jakość wykonania, świetne ślizgacze oraz trzy tryby łączności tworzą pakiet, któremu trudno dorównać w tym budżecie. To idealny wybór dla graczy, którzy szukają nienajgorzej działającego sprzętu, nie chcąc przy tym przepłacać.Zalety
- Bezkonkurencyjny stosunek ceny do jakości
- Przemyślana konstrukcja i przyzwoita jakość wykonania
- Niezły czas pracy na baterii
- Łączność przez USB, BT oraz 2.4 GHz
- Świetna cena (~80 zł)
Wady
- Brak znaczących








Brak Komentarzy