Keychron jest producentem kojarzonym z wysokiej jakości klawiatur. Keychron K10 Max to kolejny produkt tego producenta, który ten poziom zamierza utrzymać. A jak wypadł w naszej recenzji? Zapraszam do tekstu!
Słowem wstępu

Jakiś czas temu miałem okazję gościć inny model tego producenta — Keychron K2 MAX, którego recenzję możecie przeczytać tutaj. Jak wykazała recenzja, model ten oferuje bardzo wysokiej jakości wykonanie i możliwości, których pozazdrościć może nierzadko droższa konkurencja. Sprzęt, który goszczę dziś to Keychron K10 MAX, czyli pełnowymiarowa klawiatura wyposażona w niemal identyczne możliwości co jej mniejszy brat. Producent próbuje pokazać, że w dobie rozwiązań mniejszych te wyposażone w 104 klawisze wciąż mają sens. Z czym oczywiście się zgadzam, do prac biurowych bowiem pełnowymiarowa klawiatura jest absolutną podstawą.
Mniejsza już jednak o tym, producent postawił na komplet identycznych rozwiązań, o czym wspominałem wyżej. Jest więc hotswap, RGB, autorskie przełączniki (tyle że tym razem do recenzji otrzymałem wersję tactile), QMK i webowa aplikacja, nie zabrakło zresztą także sporej baterii i łączności bezprzewodowej. Czy to jednak wystarczy? Tego dowiecie się w dalszej części tekstu. Tymczasem bez przedłużania zostawiam specyfikację bohatera dzisiejszej recenzji.
| Rozmiar: | 100% (104 klawisze + 4 dodatkowe) |
| Layout: | ANSI US |
| Przełączniki: | Keychron Super Brown |
| Charakterystyka przełącznika: | Tactile |
| Nakładki: | Double-shot, PBT, profil OSA |
| Hotswap: | Tak, kailh 5-pin |
| Łączność: | USB-C (przewodowo), bluetooth, 2.4GHz |
| Waga: | 1530 g |
| Bateria: | Li-Po 4000 mAh |
| Oprogramowanie: | Web App (Keychron Launcher), QMK |
| Wyposażenie: | Dodatkowe nakładki, śrubokręt oraz klucz, keycap/switch-puller, przewód USB-C, nadajnik USB-A z adapterem na USB-C żeńskie |
| Cena: | ~ 590 złotych |
Aspekty techniczne
Tak jak zrobiłem to już wcześniej przy okazji recenzji Keychron K2 MAX tak też tutaj rozbiję tę sekcję na kilka podsekcji, w których dokładniej opiszę możliwości bohatera dzisiejszej recenzji.
Wykonanie

Producent postawił na case oraz top z tworzywa sztucznego. To ciut dziwne biorąc pod uwagę metalową ramę mniejszego modelu. Jest on jednak dobrej jakości, a całość jest bardzo sztywna i porządnie spasowana. Nie ma mowy o luzach, wyginaniu się i innych niepożądanych efektach. Ponadto Keychron K10 MAX to kawał ciężkiego klocka. Ponad 1,5 kg wagi robi swoje, nietrudno odczuć, że to nie jest kolejna tania sklepowa klawiatura za kilka stówek.
Nie inaczej jest zresztą z nakładkami, które mają grube ścianki i nie przepuszczają żadnego światła. Materiał PBT oznacza, że nie wytrą się one po czasie jak ma to miejsce w tych wykonanych z ABSu. Taka grubość ma oczywiście bezpośredni (pozytywny) wpływ na akustykę klawiatury. A skoro już o tym mowa to warto wspomnieć o wielowarstwowej wyciszonej konstrukcji oraz grubej metalowej płycie mount-plate. Na domiar wszystkiego stabilizatory są przykręcane do płyty głównej.

Panel sterowania przeniesiono na tył klawiatury, co też wpłynęło na przewód, który stracił kątową wtyczkę (bo i po co tu ona?). Poza tym prezentuje on identyczny zakres funkcjonalności co mniejsza wersja Keychrona. Tak więc przełącznik MAC/Windows, USB-C czy przełącznik trybu pracy pozostały na swoich miejscach.

Przełączniki
Tym razem w moje ręce oddano klawiaturę wyposażoną w przełączniki o dotykowej charakterystyce pracy (Tactile). Switche te oferują płynną i gładką pracę z wyczuwalnym momentem aktywacji, czego można się było oczywiście spodziewać. Nie zabrakło tutaj fabrycznego smarowania, nie ma tu więc efektu chropowatości podczas kliku. Dla fanów liniowych rozwiązań oczywiście producent przewidział wybór — Keychron K10 MAX możliwy jest do zakupu z przełącznikami Red, Yellow oraz Brown. Każdy więc znajdzie coś dla siebie.

Wracając jednak. Jak się na tym pracuje? Okazuje się, że wrażenia z pisania czy grania są bardzo dobre. Przełączniki są ciche, a punkt aktywacji wyraźny, choć nie przesadzony. Nie ma także konieczności użycia siły do aktywacji, przełączniki bowiem wymagają jej dość niewiele. Porządne nakładki potęgują cały efekt i użytkowanie tego, jest zwyczajnie przyjemne i wygodne. Poniżej sound test.
Funkcjonalność
Keychron K10 MAX wyposażono w identyczny pakiet funkcji co jego mniejszy odpowiednik. Warto jednak pokrótce opowiedzieć, z czym mamy do czynienia. Model wyposażono w pełny hotswap więc wymiana przełączników nie będzie problemem, mieszczą się tutaj dowolne switche 3/5-pin co daje pełną dowolność w wyborze. Nie zabrakło także podświetlenia RGB, które z racji nakładek pełni funkcję wyłącznie estetyczną, a nawet połączenia bezprzewodowego.
To ostatecznie zresztą doskonale się sprawdza, bowiem zasięg łączności radiowej sprawia, że nawet mając nadajnik wpięty w komputer stojący pod biurkiem, nie ma żadnych problemów z opóźnieniami i prawidłową pracą. Podobnie wygląda to w przypadku bluetooth, które idealnie sprawdzi się do połączenia Keychron K10 MAX z telefonem czy tabletem. Za pomocą przełącznika można się szybko pomiędzy połączonymi urządzeniami przełączać.

Podświetlenie wypada dobrze, choć nie przyda się ono w kwestiach czysto użytkowych, to powinno zadowolić fanów kolorowych światełek. Kolory są bowiem żywe i jasne, barwa biała wpada w delikatną poświatę różowego, ale i tak jest całkiem przyzwoicie jak na diody RGB. Sterować nim można za pomocą softu jak i samej klawiatury.
Wyposażenie

Nie poskąpiono na akcesoriach, które znalazły się w pudełku razem z klawiaturą. Poza standardowymi elementami jak przewód, narzędzie do usuwania switchy/nakładek czy nadajniku USB producent dołożył także adapter z USB-A na USB-C żeńskie, dodatkowe nakładki czy narzędzia do rozłożenia klawiatury. Usatysfakcjonowany powinien być każdy, od osób chcących spersonalizować klawiaturę po zwykłych użytkowników. Keychron K10 MAX udowadnia, że dbałość o produkt nie leży tylko w samym urządzeniu, ale i zestawie. Wielu producentów o tym dziś zapomina.
Oprogramowanie
Na finał zostawiam oprogramowanie. Poza QMK, o którym pisałem i które z pewnością zadowoli zaawansowanych użytkowników klawiatur. W końcu umożliwia niemal nieograniczoną personalizację całości. Pozostaje jeszcze webowy soft. Ten od czasu kiedy testowałem model K2 MAX uległ drobnym zmianom. Interfejs stał się nieco bardziej zaoblony, miejsca, gdzie tekst wychodził poza obrys, zostały wyeliminowane i całość jest teraz bardziej spójna i estetyczna. Sama funkcjonalność nie uległa zmianie. Keychron K10 MAX także posiada własną pamięć, więc każde ustawienia się tam zapisują. Co więcej, soft wymaga przewodu do działania, a szkoda.


Konkluzja
Około 600 złotych to kwota, jaką należy przygotować, by nabyć Keychron K10 MAX. Może się to wydawać ceną wysoką, ale model ten oferuje czołową jakość wykonania, QMK czy łączność bezprzewodową. Wisienką na torcie są bardzo dobre przełączniki oraz webowy soft. Z pewnością będzie to zakup na długie lata bezawaryjnej pracy. Podsumowując, więc jeśli jesteś gotów wydać taką kwotę — nie zawiedziesz się, dostaniesz produkt kompletny, porządnie wykonany i z gwarancją długiej i bezproblemowej pracy.

Ocena
Keychron K10 Max to solidna, pełnowymiarowa klawiatura dla osób szukających bardzo dobrej jakości wykonania, wysokiego komfortu pisania i rozbudowanych możliwości personalizacji na lata.Zalety
- Bardzo dobra jakość wykonania, sztywna konstrukcja i ciężka, stabilna obudowa
- Hotswap 3/5-pin, szeroki wybór przełączników
- Pełna łączność: USB-C, 2.4 GHz z polling rate 1000 Hz oraz Bluetooth 5.1 (do 3 urządzeń)
- Obsługa QMK/VIA oraz webowej aplikacji Keychron Launcher do makr, mapowania i podświetlenia
- Bogaty zestaw w pudełku
Wady
- Obudowa z tworzywa zamiast metalu może rozczarować osoby oczekujące „flagowca”
- Podświetlenie RGB jest mało praktyczne ze względu na nieprześwietlane legendy keycapów
Brak Komentarzy